Layout by TYLER
Fonts:dafont.com
Background:gyapo
Główna Regulamin Co to jest? Prozaicy - powrót Konkursy Facebook
Witaj na Prozaicy: Piórem! Jest to miejsce przeznaczone na publikację tekstów napisanych z myślą o konkursach lub akcjach literackich, organizowanych przez Prozaików. W celu poznania dokładniejszych informacji, zapraszam do zakładki "Regulamin" oraz "Co to jest?".
Kontakt: e-mail:prozaicy@vp.pl lub gg: 2171207 - halska.

Brak komentarzy:

Są trzy rodzaje kłamstw: kłamstwa, okropne kłamstwa i statystyki.
Benjamin Disraeli

***

Spoglądam na pamiętnik z czystą furią, doprawdy nie powinnam tyle w nim pisać. Gdyby wpadł w niepowołane ręce mogłabym mieć naprawdę spore kłopoty. Uśmiecham się niczym wariatka po obejrzeniu kolejnej dawki ogłupiającego serialu i zastanawiam się czy istnieje dla mnie jakakolwiek droga ucieczki. To tak boli, nawet nie wyobrażasz sobie jak bardzo. Znowu zbliżasz się do mnie… za blisko. Zamykam serce i duszę, nie pozwolę, abyś splugawił coś więcej niż tylko moje ciało! Cholerna Emily z tym swoim wiecznie uśmiechniętym obliczem! Elizabeth ciągle zakochana i chodząca z głową w chmurach! Wszystkie zazdrościcie mi mojego idealnego życia! Idealne? Doprawdy wolałabym przeżywać rozstanie z chłopakiem, albo po raz setny zastanawiać się którą sukienkę powinnam ubrać na sobotnią randkę, aniżeli czuć to, co teraz czuję… Przyjaciółki, głupie, interesowne wywłoki. Spadam, ciągle spadam. Nie chcę, doprawdy nie chcę się tak czuć! Adam ciągle napastuje mnie tymi swoimi miłosnymi wyznaniami. Brakuje tylko pierścionka zaręczynowego i zadowolonego uśmieszku mojego kochanego tatuśka. A potem? Biała sukienka z gorsetem, białe pończochy, czerwone podwiązki, białe szpilki i cholerny marsz Mendelsona! Uśmiechnięty i zadowolony z siebie Adam… Och, Adamie zupełnie nieświadomy swojego smutnego losu! Otwieram szufladę. Są! Pochwalam siebie w myślach za zrealizowanie ostatniej recepty, chociaż dziś jeszcze ich wszystkich nie wezmę. Dziś nie. Płaczę, oj Cath, nie powinnaś być taka słaba! Cath opanuj się do cholery! Cath, nie wolno płakać, płacz jest dla słabych, a ty jesteś silna. Zakradam się do gabinetu pod jego nieobecność, włamuję się do sejfu – hasło jest takie przewidywalne, jak on mógł! Znajduję jej aktualny adres i czuję jak automatycznie wszystko zaczyna się we mnie gotować. Kłamstwa, kłamstwa, kłamstwa! Wszędzie kłamstwa! Ta podła suka żyje! Jak mogła mnie zostawić?! Zostawiam wszystko idealnie tak jak było i uciekam stamtąd. Płaczę, ciągle płaczę, no dobrze przez chwilę pozwolę sobie na słabość. Zamykam się w swoim pokoju, nie ma mnie dla nikogo, nie ma mnie dla świata. Dwadzieścia jeden nieodebranych połączeń. Połowa od Adama, reszta od Ems i Effy. Wyłączam telefon, tak po prostu, mam ich wszystkich gdzieś. Znowu nie zrobiłam nawet połowy z tego, co zamierzałam. Znowu pozwoliłam, aby uczucia zagrały pierwsze skrzypce. Nigdy więcej! Powoli uspokajam nerwy, włączam Revenge i obiecuję sobie, że po seansie włączę z powrotem telefon i będę udawać. Udawać, że nic się nie stało, że kolejna silna chwila załamania nerwowego po prostu nie miała miejsca. Znowu będę silna, twarda i nieprzystępna. Przecież nie posiadam uczuć, prawda?

***

Uśmiechnęłam się pod nosem, wchodząc do ulubionej kawiarni i szukając wzrokiem Adama. Godzinę wcześniej bez zastanowienia przyjęłam jego zaproszenie na kawę i byłam ciekawa, co tym razem się wydarzy. Uwielbiam modernistyczny styl Insomnii, w szczególności te wszystkie białe dodatki.
- Cześć kochanie – powiedziałam, całując Adama na przywitanie i ze słodkim uśmiechem na ustach siadając naprzeciwko niego przy stoliku.
- Jesteś – rzucił, zupełnie jak gdyby miał wątpliwości, co do tego czy w ogóle się dzisiaj pojawię. Nonsens! W końcu spóźniłam się tylko dwadzieścia minut! – Już myślałem, że nie przyjdziesz.
- Gigantyczne korki. – Moja ulubiona wymówka wypowiedziana najsłodszym tonem na jaki było mnie stać jak zwykle zdziałała cuda. – Przepraszam? – wzruszyłam szeroko ramionami, zupełnie nieskłonna do jakiejkolwiek skruchy, choć z delikatnym uśmiechem na ustach, który miał wszystko załagodzić.
- Najważniejsze, że już jesteś – skwitował po chwili namysłu, uśmiechając się niedbale i patrząc mi prosto w oczy. – Właściwie to chciałem zapytać cię czy nie miałabyś ochoty na kilkudniowy wyjazd nad morze z Riley i Joshem.
- Cóż, musiałabym się bardzo porządnie zastanowić. – Udałam wielkie zainteresowanie menu, uśmiechając się pod nosem. – A tak na serio, to czemu nie? Termin?
- Myśleliśmy o przerwie świątecznej. – Spojrzał mi prosto w oczy, zupełnie jakby chciał się dowiedzieć, czy naprawdę tak uważam. W końcu chyba dał sobie spokój, bo nic nie powiedział i przeniósł wzrok na swoją kartę dań.
- Cudownie. Tylko pamiętaj, że ostatnie trzy dni mam zarezerwowane dla Ashley. – Przypomniałam, na wypadek gdyby to nie było dla niego jasne i oczywiste. Była to taka nasza, mała ośmioletnia tradycja i nie miałam zamiaru jej zmieniać dla jakiegoś wypadu nad morze.
- Jasne – powiedział po prostu, decydując się w końcu na kawę i torcik bezowy. Ja wzięłam tylko dietetyczne latte, modląc się w duchu o brak jakiegokolwiek komentarza z jego strony na ten temat. – Cath ja…
- Ty co? – Zachęciłam delikatnym i pogodnym uśmiechem, kiedy niespodziewanie przerwał swoją wypowiedź w pół zdania, co nie należało szczerze mówiąc do jego zwyczajów. Obserwowałam go przez kilka minut z rosnącym zdziwieniem aż w końcu zdecydował się przemówić.
- Zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest to twoje wymarzone towarzystwo, ale może być naprawdę nieźle jak się postarasz. – Sama nie wiem czy to jego wypowiedź czy sam fakt, że w ogóle odważył się coś takiego powiedzieć tak na mnie podziałało, ale nagle odechciało mi się tej kawy i tego spotkania.
- Ja mam się starać? Ja?! – Bliska byłam podniesienia na niego głosu, jednak ostatkiem silnej woli powstrzymałam się przed tym. Doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że mój gniew niczego tutaj nie zmieni. – Czy muszę ci przypominać co ta… mała… plugawa… żmija… mi zrobiła? – Powiedziałam, cedząc każde słowo i mimowolnie wstając z miejsca. – Nie chce mi się z tobą gadać. Uważam to spotkanie za zakończone.
- Poczekaj! – Był tak bardzo zaskoczony moim teatrzykiem, że zareagował dopiero wtedy, gdy znalazłam się już przy drzwiach wyjściowych, w nieelegancki sposób trzaskając nimi głośno. Byłam po prostu wściekła na niego niesamowicie. Wsiadłam do samochodu i odjechałam z piskiem opon, zupełnie nie zwracając uwagi na jego wołanie. Niech spada!

***

Byłam tak zdenerwowana porannym spotkaniem z Adamem, że nawet się nie spostrzegłam, a już znalazłam się pod domem Ash, następnie w jej pokoju i zalewałam się łzami nad niewdzięcznym chłopakiem, a raczej jego nietaktownej uwadze. Moja najlepsza przyjaciółka najpierw wysłuchała mojego, długiego wywodu w milczeniu, a następnie powiedziała dobitnie, co o tym wszystkim sądzi. Nie obyło się również od nutki feminizmu i klnięcia na facetów na czym to świat stoi.
- Od razu lepiej – skwitowałam, uśmiechając się przez łzy, kiedy już zgodnie z naszym starym zwyczajem zmieszałyśmy obiekt całego tego zamieszania z błotem i leżałyśmy na podwójnym łóżku Ash, przeglądając najnowsze, modowe katalogi. – Myślę, że powinniśmy wybrać się na zakupy. Wieki nie byłam w żadnym, porządnym sklepie.
- Dobry pomysł – stwierdziła Ashley, dodając po chwili namysłu. – Fryzjer również nie zaszkodzi. Obu nam się przyda nowa fryzura.
- W sumie, dlaczego nie? Zastanawiałam się nad przefarbowaniem włosów – powiedziałam zgodnie z prawdą, uśmiechając się figlarnie. – Rudy.
- Może być ciekawie – przyznała Ash, przyglądając mi się z uwagą godną dobrego stylisty.
- Otóż to – rzuciłam podekscytowana i praktycznie zdecydowana na prawdziwą rewolucję w moim życiu. Aż zacierałam ręce na samą myśli na to jaka będzie reakcja innych ludzi na nowy kolor moich włosów.
- Myślę, że powinnyśmy zająć się wszystkim od razu – stwierdziła Ash, wybierając numer swojego fryzjera. Umówiła nas na popołudniową wizytę, przedstawiając po krótce czym dokładnie jest zainteresowana. Kiedy nacisnęła czerwoną słuchawkę była już po zakończonych negocjacjach z najlepszym fryzjerem w Londynie.
- Będziemy wyglądały nieziemsko, zobaczysz – mruknęła zadowolona z siebie, uśmiechając się od ucha do ucha. Od czasu jej rozstania z chłopakiem nie widziałam jej takiej szczęśliwej i radosnej, a minęły już dwa miesiące od tamtej pory.
- Na to właśnie liczę – powiedziałam również się uśmiechając i wprost nie mogąc się doczekać wizyty w salonie fryzjerskim. Czułam, że dzięki temu rozpocznie się dla nas jakaś nowa, wspaniała epoka. Byłam pełna nadziei i z zapałem brałam się za kolorowanie przyszłości dniem dzisiejszym. Wiedziałam, że najcięższą pracę należy wykonać u źródeł, aby później móc się dalej rozwijać. Nasze wesołe plotkowanie przerwało niespodziewane pukanie do drzwi.


1 komentarz:

„ Poezję pisze się łzami, powieść krwią, a historię rozczarowaniem."
Carlos Ruíz Zafón



~*~



Odszedł. Tak po prostu zostawił mnie samą. A obiecywał, że jeśli dostosuję się do jego woli zostanie. Śmiał mi się prosto w oczy, śmiał się ze mnie, zdeptał moją miłość. Upadam. Czuję jak upadam mimowolnie, osuwam się na podłogę. Czuję zapach i metaliczny smak krwi – leje się z moich warg i rąk. Pozwalam sobie na żałobę, na cierpienie. Zatracam się w tym wszystkim, czuję, że to koniec wszystkiego. Łzy spływają po mej twarzy, tworząc potok niewypowiedzianych myśli i słów. Śmieję się histerycznie, podpalając nasze wspólne zdjęcia, wyrzucając pamiątki. Pogrążająca jest cisza pustych czterech ścian, w których się teraz obracam. Dzwonek do drzwi przerywa moją samotność, bez zastanowienia idę otworzyć drzwi. 
- Patrycja, a co ty tutaj robisz? – zapytałam zaskoczona niespodziewaną wizytą najlepszej przyjaciółki, odsuwając się od drzwi, aby zrobić jej przejście. 
- Nie było cię dzisiaj w szkole, nie odpowiadasz na sms-y, dlatego postanowiłam cię odwiedzić – odpowiedziała, uśmiechając się łagodnie. – Przyniosłam ze sobą kawę i ciastka. 
- To bardzo miłe z twojej strony – powiedziałam, przenosząc się razem z Patrycją do salonu. 
- Co się z tobą dzieje, Hanno? – zapytała wprost, przyglądając mnie się niezwykle uważnie i upijając łyk swojej kawy. 
- Nic – odpowiedziałam. – Po prostu zaspałam. 
- Takie kity to możesz wkręcać swojej mamie, a nie mnie – powiedziała Pati. – Chodzi o tego idiotę? 
- Zostawił mnie. Tak po prostu – odpowiedziałam, zabierając się za kawę, jednocześnie niechcący podciągając rękaw do góry. To był dosłownie ułamek sekundy, ale już wiedziałam, że ona to zauważyła. 
- Hann, co ty sobie zrobiłaś?! – rzuciła niesamowicie przejęta, a ja w tym momencie zaczęłam żałować, że w ogóle wpuściłam ją do mieszkania, a nie udawałam, że mnie nie ma. 
- To nic takiego – powiedziałam ze stoickim spokojem, upijając kolejny łyk kawy i jak gdyby nigdy nic, zabierając się za ciastko. Nie miałam najmniejszego zamiaru wałkować z nią teraz tego tematu. Teraz ani nigdy! To co robiłam ze sobą i własnym ciałem było tylko i wyłącznie moją sprawą! 
- Obiecaj, że już nigdy tego nie zrobisz – powiedziała bez cienia uśmiechu na ustach, patrząc mi prosto w oczy. – Że dasz sobie wreszcie pomóc! 
- Daj spokój, proszę cię – odparłam, nie mając zamiaru nawet tego wszystkiego słuchać. – Przyszłaś się ze mną kłócić? 
- Oczywiście, że nie – odpowiedziała zdezorientowana, obserwując mnie przez dłuższą chwilę. 
- I nie próbuj nawet przekazywać tego, co widziałaś dalej – powiedziałam prosto z mostu, patrząc jej prosto w oczy. – No chyba, że nie zależy ci na naszej przyjaźni. 
- Popełniasz duży błąd nie dając sobie pomóc – powiedziała, a ja już wiedziałam, że skapituluje. 
- Być może, ale to jest mój błąd i mam do tego prawo – uśmiechnęłam się blado, zabierając się za kolejne ciastko. – Przyniosłaś może ze sobą jakieś notatki? 
- Tak – odpowiedziała, gapiąc się teraz tępo na mnie i najwyraźniej nie mając pojęcia, co robić. – I bilet na mój najbliższy występ. 
- Dziękuję – powiedziałam po prostu, a ona wyjęła z torebki swoje materiały i podała mi je razem z biletem. – A czy teraz mogłabyś zostawić mnie samą? 
- Nie – odpowiedziała gwałtownie, a ja byłam zdziwiona jej żywiołowym protestem, ponieważ nie zwykła tego czynić. Chyba właśnie dlatego tak bardzo ją lubiłam. – Ponadto wprowadzę się do ciebie. 
- Nie potrzebuję opiekunki – rzuciłam nieco zła za próbę ingerencji w moje życie, ale dodałam po chwili namysłu. – Chyba, że masz ochotę zmienić miejsce zamieszkania na stałe. To w sumie przyda mi się lokatorka, dorzucająca się do czynszu. 
- Zgadzam się – powiedziała, patrząc mi prosto w oczy. – Jutro przywiozę swoje rzeczy. 
- A więc załatwione – rzuciłam, uśmiechając się delikatnie. – A teraz wybacz, ale pójdę się położyć. Możesz zostać, jeśli chcesz. Skoro już tak bardzo się przy tym upierasz. 
- Zgoda – powiedziała po chwili namysłu zapewne stwierdziwszy, iż chyba nie zamierzam popełniać samobójstwa skoro zgodziłam się, aby ze mną zamieszkała. To nie miałoby najmniejszego sensu. – W takim razie do jutra. 
- Do jutra, kochana – odpowiedziałam, całując ją w policzek na pożegnanie i odprowadzając do drzwi. A kiedy tylko zamknęły się za nią od razu skierowałam kroki w stronę sypialni. Byłam skonana. Marzyłam teraz jedynie o tym, aby ten dzień wreszcie się skończył.



~*~



Ani się obejrzałam, a dzień zmienił się w tydzień, tydzień w miesiąc, a miesiąc w roku. Zima stała się wiosną, a w moim sercu zakwitły stokrotki. Patrycja okazała się być najlepszym lekarstwem na zło całego świata i najlepszą przyjaciółką pod słońcem. Dzięki niej zapomniałam o tym łajdaku – moim ex i nauczyłam się życia od nowa. Napisałyśmy maturę, wybrałyśmy studia na tym samym uniwerku i wydziale, tylko na innym kierunku i poznałyśmy nowych, ciekawych ludzi. Po raz pierwszy od dawna czuję rosnące szczęście – obyło się nawet bez ingerencji psychologa! Muszę przyznać, iż poznałam kogoś i powoli, mozolnie budujemy swoje wspólne szczęście. Patrycja również jest szczęśliwa i zakochana – wspólne mieszkanie najwyraźniej nam służy. Uwielbiam nasz kampus, a szczególnie upodobałam sobie kawałek zieleni, który ciągnie się od dziedzińca w kierunku ogromnego, nowoczesnego uczelnianego boiska, gdzie kiedy jest na tyle ciepło rozkładamy koce, a jeśli nie siadamy na ławkach i pogłębiamy relacje międzyludzkie. Jestem z siebie dumna, ponieważ od rozpoczęcia roku akademickiego nie opuściłam ani jednych zajęć, co w liceum zdarzało mi się nagminnie. Dzisiaj idziemy z Patrycją na zakupy do centrum – będziemy polować na ciuchy i buty, czego nie robiłyśmy już od bardzo dawna z powodu braku dodatkowych funduszy. Odnowiłam również swoje stare zainteresowania, odkurzyłam tomiki poezji i nawet napisałam kilka własnych utworów. Minie jednak jeszcze dużo czasu zanim zdecyduję się wysłać, któryś z nich na konkurs – obiecałam sobie jednak, że kiedyś na pewno to nastąpi. 
- Han, gdzie jest prostownica?! – usłyszałam krzyk Patrycji, dobiegający z łazienki. 
- U mnie pod łóżkiem! – odkrzyknęłam zgodnie z prawdą. 
- A co ona tam robi? – zapytała zdziwiona Pati, wchodząc do mojego pokoju i wydobywając prostownicę spod łóżka. 
- Odpoczywała – odpowiedziałam, kiedy tylko udało jej się ją odnaleźć i posłałam jej uśmiech niewiniątka. 
- Aha – stwierdziła najwyżej, że nie ma czasu bawić się w moje gierki i ruszyła z powrotem do łazienki. 
Sama nie wiem dlaczego akurat tam umieściłam prostownicę, najwyraźniej musiałam uznać to jako dobry żart. Przy okazji wiedziałam, że Pati ma wprost obsesję na punkcie prostowania swoich włosów, a ja osobiście uważałam, że loki dodają jej uroku. Tym bardziej, że jest to jej naturalna cecha wyglądu! No, ale jak to jest zazwyczaj – ciągnęło ją do tego, czego nie miała. Byłam przedwczoraj w domu i oczywiście moja ukochana siostrzyczka w ciągu zaledwie kilku minut wyprowadziła mnie z równowagi. Mała zdecydowanie posiadała jakiś dar! Kompletnie nie wiem na jakiej zasadzie ona jest ze mną spokrewniona, no ale zapewne nigdy się do końca tego nie dowiem. Swoją drogą zaczęło mnie zastanawiać po jakimś czasie nowe rzeczy przestają być dla nas interesujące i kiedy właściwie tracą swoją nowość? Uśmiechając się promiennie podeszłam do okna i wyjrzałam na ulicę. Lubiłam obserwować ludzi i dopowiadać sobie w głowie najrozmaitsze historie na ich temat. O, na przykład tamta kobieta wygląda jak była modelka! Tamta dziewczyna z całą pewnością śpieszy się do teatru, a tamten mężczyzna jest biznesmenem. To dziecko oblało właśnie pierwszą w życiu klasówkę, a jego matka straciła wiarę w ludzi. Niejedna z tych osób ulegnie niedługo wypadkowi samochodowemu, wielu doświadczy śmierci swoich bliskich, równie duża grupa będzie świadkiem cudu narodzin i triumfu prawdziwej miłości. 
- No, jestem gotowa! – usłyszałam głos Pati, która właśnie wpadła do mojego pokoju i automatycznie przeniosłam na nią wzrok i zainteresowanie. – Możemy iść. 
- Tylko skończę ostatni akapit – powiedziałam, a po ukończonej czynności wstałam z krzesła, narzucając na siebie kurtkę, którą zdjęłam z oparcia krzesła i spojrzałam na Pat. 
- Arkady? – zapytała, uśmiechając się zadziornie. 
- Arkady – potwierdziłam, kierując się w stronę wyjścia, po drodze zgarniając klucze. Po dokładnym zamknięciu drzwi i opuszczeniu naszego bloku udałyśmy się w stronę najbliższego przystanku tramwajowego. Patrycja jak zwykle była cicha i poważna, ja natomiast nuciłam sobie pod nosem jedną ze swoich ulubionych piosenek, stale rozglądając się na boki. Zdążyłyśmy na tramwaj, dlatego można było odetchnąć z ulgą i zając sobie miejsce. Obgadywałyśmy z Pati najbliższą imprezę, którą miałyśmy zamiar urządzić u nas w domu, a ja jednocześnie wymieniałam sms-y z Igorem, uśmiechając się pod nosem. Wprost nie mogłam się doczekać, kiedy wreszcie się z nim spotkam! 
- Pamiętaj tylko, że nie kupujemy butów w ccc – odezwałam się ni z gruszki ni z pietruszki, pragnąc przypomnieć Pati o mojej ostatniej przygodzie ze znaną sieciówką. 
- Pamiętam – powiedziała, uśmiechając się jednokącikowo. – Jak mogłabym zapomnieć skoro wracasz do tego co tydzień? 
Obydwie zaśmiałyśmy się po jej słowach, zauważywszy, że dojechałyśmy do naszego przystanku natychmiastowo opuściłyśmy tramwaj i udałyśmy się w stronę głównego wejścia do Arkad. Nasze zakupy niestandardowo zaczęłyśmy od Flo, gdzie wybrałyśmy kilka gadżetów, które nieziemsko nam się spodobały. Postanowiłyśmy również zjechać na dół do kosmetyczki, następnie Rosmann i kawa w ulubionej kawiarni. Po odnowieniu sił zabrałyśmy się za kolejne piętro pełne sklepów i cudownych ubrań i dodatków.



~*~




- No, jesteś wreszcie! – usłyszałam zniecierpliwiony głos Igora, który podszedł do mnie i pocałował w policzek na przywitanie. – Tęskniłem. 
- Ja też – powiedziałam zgodnie z prawdą, patrząc mu prosto w oczy i rozglądając się po Rynku. – Dokąd się dzisiaj wybierzemy? 
- Chciałbym pokazać ci jedno z moich ulubionych miejsc – odparł, łapiąc mnie za rękę i ciągnąc w stronę Galerii Dominikańskiej, nie doszliśmy jednak bezpośrednio pod galerię, skręcając w boczną uliczkę. Uśmiechałam się, zastanawiając jednocześnie, gdzie wylądujemy i nie będąc pewną, czego właściwie powinnam się po nim spodziewać, w końcu spotykaliśmy się dopiero od trzech miesięcy. W powietrzu czuć było zapach wiosny, a ja w sercu czułam coś dziwnego. W końcu zatrzymaliśmy się przed niewielką kawiarenką, o której pomimo pięciu lat mieszkania we Wrocławiu nie miałam zielonego pojęcia, natychmiast wchodząc do środka. Kawiarnia nie mogła być najbardziej popularnym miejscem w stolicy Dolnego Śląska, ponieważ wnętrze świeciło pustkami – ale ledwie przekroczyłam próg tego miejsca, a już wiedziałam, dlaczego było wyjątkowe dla Igora. Przytulne wnętrze, z kominkiem w samym centrum zachęcało do spędzenia tutaj wolnego czasu. Nie było tłocznie, więc można było liczyć na odrobinę intymności, pomimo tego, że z definicji miało to być miejsce publiczne. 
- Cudowne miejsce – powiedziałam z całą pewnością, siadając razem z Igorem przy stoliku przy oknie, który sam dla nas wybrał i uśmiechając się do niego. 
- Cieszę się, że ci się podoba – powiedział, najwyraźniej zadowolony z siebie, a już po chwili podszedł do nas kelner, aby przyjąć nasze zamówienie, zupełnie jak w jakieś ekskluzywnej kawiarni, czego szczerze mówiąc nie spodziewałam się, jeśli brać pod uwagę jedynie pierwsze wrażenie. Zamówiliśmy po kawie i kawałku tortu, patrząc sobie głęboko w oczy, a w pewnym momencie nawet łapiąc się za ręce. Nie wspomniałam jeszcze o tym, ale Igor studiował prawo na Uniwersytecie Wrocławskim, był już na trzecim roku, czego trochę mu zazdrościłam, ponieważ sama byłam bliżej jak dalej w swojej wyższej edukacji, która jak na razie obejmowała jedynie jeden semestr zimowy. 
- Jak odkryłeś to miejsce? – przerwałam niepokojące milczenie, które zapadło między nami tuż po odejściu kelnera. 
- Układałem sobie w myślach jakąś ciekawą historię na ten temat, aczkolwiek prawda jest bardziej niż banalna – powiedział z uśmiechem na ustach. – To kawiarnia mojej starszej siostry. 
- Nigdy bym na to nie wpadła – powiedziałam zgodnie z prawdą, wyraźnie zaskoczona wyznaniem Igora. 
- Haniu, muszę ci się do czegoś przyznać – powiedział niespodziewanie, a ja automatycznie stałam się czujniejsza niż pies myśliwski, przyglądając się chłopakowi ze zdwojoną uwagą. – Celowo zataiłem przed tobą kwestię statusu majątkowego mojej rodziny. Szczerze mówiąc jesteśmy niesamowicie bogaci, ale bałem się o tym wspominać jak tylko wygłosiłaś ten swój monolog na temat dwóch różnych światów. 
- Ani słowa więcej! – warknęłam nagle zdając sobie sprawę z tego, że ta kawiarnia wcale nie musiała codziennie świecić pustkami. To musiała być jego sprawka! – Nie dzwoń więcej do mnie! – rzuciłam wyraźnie zaskoczonemu moim wystąpieniem chłopakowi prosto w twarz, podrywając się gwałtownie z miejsca i ubierając kurtkę. – Aha i żeby nie było. Kłamstwo to jedna z tych rzeczy, których absolutnie nie potrafię znieść! Cześć! 
- Hania zaczekaj! – zupełnie jakby wybudził się z jakiegoś transu i w chwili, kiedy zmierzałam w stronę wyjścia z kawiarni rzucił się w moją stronę, chwytając mnie za rękaw, czym jednie jeszcze bardziej mnie rozzłościł. – Po prostu czekałem na właściwy moment. 
- Przepraszam, ale nie mam zamiaru teraz z tobą rozmawiać – warknęłam, wyszarpując swój rękaw z jego uścisku, po czym wybiegłam z kawiarni i biegłam aż do samego przystanku tramwajowego. Jak tylko drzwi tramwaju zamknęły się za mną rozpłakałam się, nie kłopocząc nawet tym, aby ukryć twarz w dłoniach. Do swojej listy pomyłek i porażek życiowych mogłam dopisać kolejnego faceta, który nie był tak naprawdę tym za kogo się uważał. Najgorsze w tym wszystkim było to, że zapewne byłabym w stanie dać mu drugą szansę, gdyby nie sprawa z tym gnojkiem z przeszłości, która do dziś spędza mi sen z powiek w najmniej sprzyjających momentach. Miałam nadzieję, że Patrycja nigdy się nie dowie tego, co zaszło pomiędzy mną, a Igorem, ponieważ zdolna byłaby do tego, aby przez rok wpierać mi do głowy, iż nie wszyscy mężczyźni są tacy jak Dawid i zasługują na drugą szansę. Akurat!

1 komentarz:

"Samotność nie ma nic wspólnego z brakiem towarzystwa (...)

Porozmawiajmy o tym jak ciężko jest zapomnieć,
Znów patrzymy na siebie przez szparę w niedomkniętych drzwiach,
Znów brak słów paraliżuje - Boże,
To jakbyś próbowała biec we śnie ale nie możesz,
Magnetyczny bieg o skrajnej samotności,
Ślizgam się po obrzeżach racjonalności,
Zamykam oczy znów spotykam Ciebie we śnie,
Ty też mnie widzisz, ale wstydzisz się powiedzieć - weź mnie,
Gdzie to uczucie, które przez lata utrwalił czas,
Proszę Cię, powiedz gdzie jest ten ogień który palił nas,
Emocje, skąpane w burzliwej walce,
Oczy szklane gwiazdy płaczą z tym, który płacze w nocy,
[Być może też morze łez] wylałaś za nas wtedy,
Ty Boże wiesz może gdzieś spotkamy się jeszcze kiedyś,
Kiedyś ten jeden jedyny raz porozmawiamy,
Nim staniemy na skraju życia śmierci spojrzymy w twarz.."



Tak wiele rzeczy sprawia nam ból. W jednej chwili przynosi paraliż, żal i lęk. Wystarczy jedna chwila, aby zburzyć coś, co budowało się całe życie. Coś, czego już nigdy nie uda się odbudować w pierwotnej ramie i kształcie. A serce krwawi niesamowicie, niezdolne do samodzielnej oceny powodu owej wewnętrznej ruiny emocjonalnej. A rozum? Rozum zazwyczaj przeszkadza.
- Mamo! Mamo! - w holu we wczesnych godzinach porannych rozległo się dziecięce wołanie.
Amelia poruszyła się gwałtownie, pokręciwszy głową, wpatrując się w album, który bezwiednie trzymała w dłoniach. Gładziła krawędzie opuszkami palców, uśmiechając się przy tym nieznacznie. Spijała palcami dotyk jego dłoni - dotyk, który dla niej już dawno zgasł. Wreszcie odważyła się go otworzyć, pierwszy raz od ośmiu lat, a pierwszym co rzuciło jej się w oczy była dedykacja.

"Nigdy nie przestawaj się uśmiechać, nie wiadomo, kto zakocha się w Twoim uśmiechu.
Najdroższej Amelii w dniu dwudziestych urodzin,
xyz."

Chwilowe ukojenie dało jej wspomnienie szczęścia, które czuła tamtego dnia. Nigdy wcześniej, ani nigdy później nie przeżyła czegoś tak wspaniałego. Kolejny uśmiech w momencie, w którym jej wzrok spoczął na tabletkach nasennych zdobytych poprzedniego dnia w aptece. Najsilniejszy środek na rynku, dający gwarancję powodzenia.
- Mamo! - najwyraźniej ktoś nie dawał za wygraną, a po domu rozległ się dźwięk otwieranych i zamykanych drzwi.
Po twarzy Amelii spłynęła pierwsza, samotna łza. Gładziła palcami ich pierwsze, wspólne zdjęcie, zupełnie jak gdyby rysując je na nowo. "Ciągle tęsknię. Ciągle myślę. Ciągle wołam Cię. Ciągle wierzę w to, że kiedyś będziesz blisko mnie." Pamiętała każde spotkanie, każde słowo, każdy ruch, każdy gest. A potrzebujemy jednej chwili, aby się zakochać i całego życia, aby zapomnieć. Ona tak nie potrafiła.
- Amelia, co ty do cholery wyprawiasz?! - rozległ się donośny, męski głos, gdzieś z dołu, a ona na szczęście bezpiecznie siedziała na strychu.
Nie miała ochoty go oglądać, ani teraz, ani już nigdy więcej. Zdecydowanie, nie ...


Zobacz pracę na blogu

»